Adrianna Biedrzyńska została porwana. W październiku 2006 roku pod pretekstem udziału w jury konkursu recytatorskiego, została zwabiona w okolice Częstochowy, gdzie jej oprawca przetrzymywał ją później przez parę godzin w domku letniskowym, chcąc spędzić z nią swoje 50. urodziny. Teraz ten sam mężczyzna prześladuje jej córkę. 

Po skandalu finansowym, którego była jedną z uczestniczek, Biedrzyńska postanowiła zwrócić się ze sprawą do dziennikarzy, ale ci jej nie uwierzyli.

– Ludzie myśleli, że sama to zrobiłam, żeby zwrócić na siebie uwagę – wspomniała.

Adrianna Biedrzyńska została porwana. Opowiedziała swoją historię

Plan jej porwania miał być wcześniej misternie przygotowany przez Andrzeja G. i kobietę, z którą się spotykał – Monikę G., rozwódkę, matkę dwojga dzieci. Adrianna Biedrzyńska miała być dla niego prezentem – chciał spędzić z nią randkę w swoje 50. urodziny. 

Para zaplanowała, że skusi Biedrzyńską ofertą pracy – chodziło o posadę w jury konkursu recytatorskiego. Aktorka zgodziła się. Zabrała swoją córkę na miejsce. 21 października 2006 roku zameldowała je w hotelu. Od razu przywitał ją na miejscu bukiet róż.

Pozostała część artykułu pod materiałem wideo:

Następnego dnia zawieziono ją do domku letniskowego, w którym miała podpisać umowę z głównym organizatorem. Kiedy tylko weszła do środka, gospodarz miał wyjąć klamki i zamknąć ich w środku. Potem zaprowadził ją do zastawionego stołu. Mówił, że jest wielbicielem jej talentu, że obchodzi 50. urodziny i że Adrianna Biedrzyńska… jest jego prezentem. 

– W moim życiu kocham tylko dwie kobiety: Matkę Boską i panią – mówił. 

Przez 7 godzin opowiadał jej swój życiorys. Około 22 przerażona aktorka poprosiła, by ją uwolnił, bo w hotelu całkiem samo zostało jej dziecko. 

Adrianna Biedrzyńska szukała pomocy policji. Mężczyzna zrzucił na nią winę i potem śledził jej córkę

Adrianna Biedrzyńska zgłosiła sprawę na komisariat w Koniecpolu. Szybko przyprowadzono tam również Andrzeja G., który zapierał się, że… to Biedrzyńska chciała spotkania i do wszystkiego doszło z jej inicjatywy. 

Miał zostać poddany obserwacji psychiatrycznej. Gdyby okazało się, że był niepoczytalny, mógł wówczas uniknąć więzienia. 

Po dwóch latach od tego wydarzenia, Andrzej G. został wypuszczony na wolność. Aktorka bała się o swoje życie. 

– Byłam w takiej sytuacji… kilka lat temu zostałam porwana i przetrzymywana przez nieobliczalnego schizofrenika paranoidalnego z tendencją do morderstw… NIGDY nie mówiłam o tym w ŻADNYM WYWIADZIE!!! Był oczywiście pomysł oprawcy, żebym spłodziła mu Chrystusa. Jestem drobna, ale silna, szczególnie psychicznie. Gdybym nie dała sobie rady??? To co by było????????? Wolałabym nie żyć, bo i taki plan też miał!!! Niedawno ponownie schizofrenik paranoidalny pojawił się w moim życiu, był cały czas na wolności, takie prawo mamy!!! – tłumaczyła rozemocjonowana aktorka.

-Tym razem „namierzał” się na moją córkę Michalinę. Krążył po naszej dzielnicy w Warszawie, pod naszym domem. Wyposażony w gazy paraliżujące i jakieś niebezpieczne narzędzia. To było w dniu Urodzin Michaliny, czyli cztery miesiące temu, usiłował dotrzeć do Niej. Domyślam się, jakie miał zamiary… Gdyby dotarł do Niej i nakazał spłodzić Chrystusa przy jego pomocy?????? Czy jakikolwiek Rodzic przyzwoliłby na poród swojej córce Chrystusa z tym oprawcą?????????? Nikomu nie życzę takich traumatycznych przejść!!! Dlatego mówię NIE, NIE, JESZCZE RAZ NIE!!! – pisała dalej, jak podaje portal plejada.pl. 

Biedrzyńska napisała również sztukę („Miłosna pułapka”) na podstawie swoich doświadczeń. Miała ona swoją premierę 18 września 2020 r. w Dzielnicowym Ośrodku Kultury przy ul. Kajakowej w Warszawie. 

– Spektakl oparty jest na faktach z mojego życia, wprawdzie sprzed wielu lat, ale wciąż dla mnie żywych. Historia, która była nieprzyjemna, została całkowicie odwrócona i przedstawiona jako komedia – opowiedziała w wywiadzie dla radia Halo Ursynów. 

 

Artykuły polecane przez redakcję Lelum:

Źródło: [plejada.pl]