Anna Lewandowska to kobieta, która na co dzień musi się mierzyć z ogromną falą krytyki. Fani zarzucają jej, że żyje w innym świecie oraz sugerują, że odbiło jej od majątku, którego dorobiła się wraz z mężem. Na światło dzienne wychodzą jednak fakty, które mogą postawić Anię w zupełnie innym świetle. Trenerka ma naprawdę ogromne serce.

Choć o wizytach Ani w Centrum Zdrowia Dziecka powszechnie wiadomo, to mało osób zdaje sobie sprawę, ile sportsmenka daje od siebie w życiu prywatnym. Internauci dopuszczali się zarzutów, że przy kwotach, jakimi operują Lewandowscy, para powinna dużo więcej pomagać. Większość z pewnością nie zdawała sobie sprawy, że małżeństwo pomaga, ale robi to po cichu, nie chwaląc się hojnością w sieci. Lewandowska ze szczególnym zaangażowaniem starała się uratować życie swojej koleżanki z klubu karate, a jej obserwatorzy nawet w tym momencie nie szczędzili jej krytycznych słów.

Anna Lewandowska wytrwale walczyła o życie przyjaciółki

Na stadionie w Monachium zapanowała wielka radość, kiedy Robert Lewandowski 6 grudnia ogłosił światu, że po raz pierwszy zostanie tatą! Nie był, to jednak czas przepełniony samą radością, a Ania przeżywała bardzo ciężkie chwile. Następnego dnia miał miejsce pogrzeb jej przyjaciółki – Beaty, o której życie wytrwale walczyła Lewandowska.

Przyjaciółka Ani zmarła w wieku 31 lat po 9 latach walki z chorobą. Cierpiała na nowotwór, który powoli, ale skutecznie odbierał jej życie. O chorobie kobieta dowiedziała się w 2007 roku i od razu rozpoczęła leczenie. Lekarzom udało się uratować życie Beaty, ale niestety nawrót choroby nastąpił, kiedy na świat przyszedł jej synek – Julek.

Anna Lewandowska w chorobie przyjaciółki nie była bierna. Robiła wszystko, aby najbliższa jej osoba odzyskała zdrowie i znalazła specjalistyczną klinikę, która zlokalizowana była w Niemczech. Trenerka opłaciła pobyt w klinice, a także wszystkie zabiegi, które zostały wykonane przez specjalistów. Kiedy Beata wróciła do Polski, zaczęła zmagać się z zapaleniem płuc, które miało fatalny wpływ na jej i tak słaby organizm.

Lewandowska mocno przeżyła utratę bliskiej osoby

Lekarze nie dawali złudzeń, a rokowania były bardzo pesymistyczne. Ania się jednak nie poddawała i wciąż szukała dla swojej koleżanki nadziei i ratunku. Znalazła specjalistyczną klinikę na Dalekim Wschodzie, która specjalizowała się w leczeniu glejaków. Kolejny raz zaproponowała pomoc ze swojej strony i chciała opłacić leczenie swojej przyjaciółki. Rodzina nie chciała kolejny raz korzystać z pieniędzy Ani, dlatego została zorganizowana zbiórka pieniędzy, którą Lewandowska mocno wspierała.

Choć trenerka wytrwale walczyła o życie Beaty, niestety nie udało się jej powrócić do zdrowia. Przyjaciółka Ani odeszła nocą 30 listopada. Lewandowska zaangażowała się również w ostatnie pożegnanie najbliższej jej osoby, a na pogrzebie rozbrzmiały dwie, szczególne pieśni: To będzie piękne spotkanie Mocnych w Duchu oraz Wracam do domu. Po pogrzebie Ania zaoferowała kolejny raz swoją pomoc i zaprosiła męża zmarłej przyjaciółki wraz z synem do Monachium. Lewandowska wykazała się tym samym ogromną empatią, a chłopca otuliła w tych ciężkich chwilach matczyną opieką.

ZOBACZ TEKST:

  1. Jest źle. „Boczek” z Kiepskich walczy z ciężką chorobą
  2. Najsłynniejsza polska artystka okazała się biseksualna. Zmarła podczas snu
  3. Szapołowska w rozpaczy. Opuścili ją wszyscy przyjaciele

Źródło: pomponik.pl