Przez lata pracy psychologa, ale również dzięki rozmowom z koleżankami i własnym doświadczeniom, uzbierała kilkaset historii o toksycznych relacjach między teściowymi a synowymi. Teraz chce pomóc im się dogadać. Rozmowa z Iwoną Golonko – relacjolożką i psycholożką, autorką książki „Teściowa kontra synowa”.

Nazywasz siebie relacjolożką – co to znaczy?

To określenie wymyśliła moja przyjaciółka i chętnie go używam. Może jeszcze detoksykolog relacji byłby odpowiedni (śmiech). Całe życie zawodowe zajmuję się relacjami: pomagam ludziom poprawić najważniejszą relację w życiu, czyli tę z samym sobą, na którą wpływają z kolei relacje z rodzicami. A to na ich podstawie budujemy wszystkie inne relacje w dzieciństwie i dorosłym życiu. Nie da się od tego uciec, warto więc się im przyjrzeć, wyciągnąć wnioski i zaakceptować je.

Skąd pomysł na książkę o trudnych relacjach między kobietami?

Dziesięć lat temu przeżyłam maraton spotkań zawodowych i z bliskimi mi kobietami, podczas których wszystkie prosiły o wsparcie przy traumatycznych przeżyciach związanych z teściowymi. To były przeważnie kobiety, które nazwalibyśmy silnymi – przebojowe, optymistki, żadne marudy. A jednak widziałam jak są sponiewierane i wypalone. Silnie mną to poruszyło i uświadomiło jak powszechny jest to problem.

Opisujesz 77 historii z sesji terapeutycznych i coachingowych, listów, rozmów z przyjaciółkami… Niektóre są tak groteskowe i przykre, że trudno uwierzyć w ich prawdziwość.

Wszystkie są prawdziwe, ale trzeba pamiętać, że są jednostronne i nieobiektywne. Nie musiałam ich podkolorowywać, ale też ich nie kwestionowałam. To nie jest moja rola – kiedy rozmawiam z kobietą o jej toksycznej relacji z teściową, to nie oceniam kto jest winny, a próbuję pomóc im się porozumieć i wykonać pracę nad sobą, która doprowadzi do zmiany w tej relacji, rozpocznie proces leczenia.

Z tych dziesiątków przykładów wyłania się obraz piekielnej teściowej – przemocowej kobiety, której celem jest zniszczyć życie synowej. A czy istnieją piekielne synowe?

Piekielna synowa to jest dokładnie ten sam obraz, zniekształcony przez filtr różnic pokoleniowych. Dwudziestoletnie synowe dzisiaj mają inne podejście niż dwudziestoletnie synowe 20 lat temu. Wychowałam się na wsi, tam matka męża to gospodyni, królowa domu i rodziny. Dzisiejsze synowe szukają relacji partnerskiej, nie feudalnej. Zdarza się też nadużywanie władzy w drugą stronę – gdy para bierze pod dach starszą teściową, a synowa wprowadza rządy żelaznej ręki.

Napisałam książkę z perspektywy synowej, bo to doświadczenie znane każdej kobiecie – większość naszych partnerów ma matkę lub kogoś kto pełni taką rolę, wiele z nas będzie miało kilka takich postaci w życiu – można mieć teściową nie będąc w formalnym związku. Ale ta książka mówi o relacjach w ogóle, można w miejsce teściowej podłożyć sobie starszą siostrę, szefową, własną matkę. To uniwersalny przewodnik po relacjach między kobietami.

Gdybyś miała wybrać z książki jedną historię, którą koniecznie trzeba przeczytać – która by to była?

Nie umiem! Jest ich tak dużo, żeby każda kobieta mogła odnaleźć siebie w przynajmniej jednej z nich, choć raz pomyśleć „to o mnie”. Można powiedzieć, że ważniejsze są te z drugiej części książki – tam gdzie „wchodzę w głowę” obu stron konfliktu. Opisuję najczęstsze schematy, jakie pary się najczęściej dobierają, jakie trójkąty synowa-mąż-teściowa spotykamy. A najbardziej poruszająca jest dla mnie ta ostatnia – to historia o zdradzie i przebaczeniu.

W książce opisujesz różne typy matek – skąd taka typologia?

Książka oparta jest o koncepcję stylów przywiązania z lat 50. i stąd właśnie wzięły się typy rodziców. Ona pokazuje jak silnie dzieciństwo na nas wpływa – w nim możemy szukać źródeł swoich skłonności. Czy będziemy zaborczy, spragnieni uwagi, czy samodzielni, niezależni. Samodzielność u dzieci często jest niezauważonym napięciem, sposobem radzenia sobie z opuszczeniem. Trzeba być bardzo uważnym na dziecko, czy ma zbudowaną bezpieczną więź z rodzicem – wtedy przedszkole nie będzie traumą, a pociecha wyrośnie na zdrowego dorosłego. Warto jednak pamiętać, i o tym też można przeczytać w mojej książce, że bezpieczne style przywiązania to często wynik pracy nad sobą, a niekoniecznie zasługa idealnych rodziców – jeśli nie urodziłeś się w podręcznikowej rodzinie, a na 99% tak nie było, nie wszystko stracone.

Relacja trójkątna wymaga obecności mężczyzny. Czy ta książka jest też dla nich?

Jeszcze jak! Ta książka pomaga mężczyznom zrozumieć o co chodzi najbliższym kobietom. Mężczyzna w napięciu wokół niego widzi co innego: starania, dobre intencje. Obie kobiety oczekują, że opowie się po stronie konfliktu, oczekują lojalności. To ważne, żeby zrozumieć, i książka w tym pomaga, że nie trzeba odrzucać żadnej. Trzeba za to nauczyć się okazywać miłość i jednej, i drugiej, nie dawać przestrzeni do przemocy, stawiać granice, nie udawać nieobecnego. Wiem, że ta książka działa, bo widzę jak wpłynęła na mojego 69-letniego ojca. Każdy może wyciągnąć z niej coś dla siebie.

Co czytelnicy powinni wyciągnąć z Twojej książki?

Chciałabym, żeby każdy czytelnik i czytelniczka skończyli lekturę z inspiracją do działania, do zmiany zachowań. Żeby nie czekać aż nasza teściowa czy synowa się zmieni, a zacząć działać na rzecz uzdrowienia tej relacji – choćby dla tej relacji z samym sobą.

Zobacz zdjęcie:

fot. materiały prasowe

P.o. Kierowniczki sekcji Lifestyle. Absolwentka Humanistyki cyfrowej na KUL. Chcesz się ze mną skontaktować? Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: borynadrianna9@gmail.com.