Młoda mama to zajęcie na cały etat — wiele wyrzeczeń, poświęceń i nieprzespanych nocy. Niektóre kobiety z radością podchodzą do bycia mamami. Jedna z naszych czytelniczek, Marysia, nigdy nie chciała mieć dziecka.

Nie każda kobieta musi zostać matką — nie wszyscy jesteśmy stworzeni do wszystkiego. Poznajcie historię Marysi, która uważa, że synek zniszczył jej życie.

Młoda mama, historia Marysi?

– Zaciążyłam jakieś 3 miesiące po mojej osiemnastce z chłopakiem, z którym wtedy byłam. Nie warto nawet wspominać jego imienia, bo i tak nic by z tego nie było. Najpierw zaczął mi się spóźniać okres, ale myślałam, że to ze stresu, bo przecież niedługo miałam mieć maturę. Potem zaczęło mi być niedobrze — to mnie najbardziej zdziwiło, bo ja nigdy nie wymiotuję. Wtedy zrobiłam sobie test ciążowy, sprawdzając różne przyczyny mojego stanu. Myślałam, że zwymiotuję jak czekałam na wynik testu w łazience w McDonaldzie. Pamiętam, że czas płynął tak powoli. Świat zatrzymał się, kiedy zobaczyłam dwie pionowe kreski świadczące o tym, że jednak jestem w ciąży. Mój świat już wtedy zaczął się walić. Młoda mama to nie było zajęcie, którego chciałabym się podjąć.

– Kiedy powiedziałam o tym ojcu dziecka, zwyzywał mnie od szmat i powiedział, że to na pewno nie jego, bo on nie marnowałby swojego drogocennego nasienia na jakąś puszczalską ulicznicę (czyli mnie) i że na pewno to dziecko kogoś innego. Byłam załamana, bo totalnie nie wiedziałam co mam zrobić — co ja powiem mojej mamie? Przecież dostanie zawału jak się dowie, że będzie matką. Ja jako młoda mama? Świat totalnie oszalał. Pamiętam, że zamknęłam się w łazience u siebie w domu i biłam mocno pięściami w swój brzuch błagając to dziecko, że by wyszło. Marzyłam, żeby poronić. To dziecko nie było mi do niczego potrzebne. Byłam za młoda, by tak zniszczyć sobie życie.

– W końcu powiedziałam mamie, bo zauważyła, że dziwnie się zachowuje. Rozpłakała się. Ona jest radną w gminie i ma pozycję do utrzymania, a ciąża jej idealnej córki i wzorowej uczennicy zniszczyłaby jej karierę i straciłaby poważanie we wsi. No i co ja miałam zrobić? Usunąć? Ale jak? Przecież nie można. A może można? Może moja mama mogłaby to załatwić? Czasami wydawało mi się, że chcę urodzić, a czasem, że mogłabym sama wyjąć ten płód z mojego ciała.

Młoda mama, błogosławieństwo czy przekleństwo? 

– W końcu podjęłam decyzję. Ja, Marysia K. urodzę. Udało mi się zdać maturę i wyjechać do wielkiego miasta, daleko od matki, która odkąd dowiedziała się o ciąży, chciała zawsze trzymać mnie w domu — bo zbliżały się wybory w gminie. Czułam się jak piąte koło u wozu. Kiedy urodziłam zaczął się koszmar. To nic, że poród był najgorszym przeżyciem, jakiego doświadczyłam — dziecko rozrywało mi macicę, a ja nie mogłam nic robić tylko przeć. Po porodzie byłam tak wyczerpana, że myślałam, że umrę. Niestety nie umarłam. A mój syn, Antek, był zdrowy.

– Od narodzin Antka minęło 1.5 roku — i to było 18 najgorszych miesięcy mojego życia. Nie spałam już od tak dawna, że nie wiem, co to znaczy być wyspanym. Młoda mama to najgorsza fucha na świecie. Musiałam zrezygnować ze studiów (dostałam się na farmację), bo nie stać mnie było na utrzymanie dziecka — niby mama coś tam mi przesyłała, ale to i tak nie wystarczało, a nie mogłam pokazać się na wsi z dzieckiem. Obsrane pieluchy śniły mi się po nocach, a płacz Antka prześladował mnie gdziekolwiek poszłam. O jakimkolwiek chłopaku mogłam zapomnieć, bo kiedy tylko dowiadywali się, że mam dziecko, uciekali z piskiem. Moja sąsiadka zgodziła się bawić Antka, kiedy byłam w pracy — zatrudniłam się w popularnej odzieżowej sieciówce, chociaż to bardziej był kołchoz niż miejsce pracy. Ale wolałam to niż siedzieć z Antkiem w domu.

Młoda mama, która nie czuje więzi z dzieckiem?

– Totalnie nie czuję instynktu macierzyńskiego. Czy to przyjdzie z wiekiem? A może po prostu młoda matka to coś, co nigdy nie będzie dobrze na mnie leżało? Może lepiej by było, gdybym nigdy nie urodziła swojego dziecka, zamiast go teraz nienawidzić? Bo chyba to jest to, co czuję. Wiem, to może brzmieć strasznie, ale totalnie nie czuję więzi z Antkiem. Czasem, jak go trzymam zastanawiam się kim jest ta mała istotka – że wcale go nie znam i nie chcę poznać. A on się tylko patrzy i pewnie myśli to samo…Co powinnam zrobić? Oddać go? Położyć do Okna Życia, czy jak to tam się nazywa? Może wy coś poradzicie? Nazywam się Marysia K. Urodziłam w wieku 18 lat. Dziecko zniszczyło mi życie, mam do niego żal.

ZOBACZ ZDJĘCIA:

„Byłam załamana, bo totalnie nie wiedziałam co mam zrobić”