Beata na co dzień mieszka w Warszawie. Pracuje w mediach i studiuje dziennikarstwo. Postanowiła opowiedzieć nam, co przydarzyło jej się w poprzednim tygodniu w mieście rodzinnym, gdzie była w odwiedzinach.

Beata w poprzednim tygodniu odwiedziła dom rodzinny w niedużej polskiej miejscowości. Pewnego dnia musiała szybko przedostać się z domu na dworzec. Podjechał po nią starszy mężczyzna (taksówkarz), który, dopóki nie zaczął rozmowy, wydawał się być miłym starszym panem. Niestety jak się później okazało, pod jego pozornie miłym usposobieniem znajdowało się zupełnie coś innego – agresywny mężczyzna.

Droga z błyskawicami

Jechałam dziś z taksówkarzem. Nie grzeszył inteligencją. Zaczęło się niewinnie od pytania gdzie jadę, kolejne brzmiało, czym się zajmuję. Później popłynął. Na odpowiedź, że jestem dziennikarką, odpowiedział, że ma nadzieję, że nie w TVN. Na co odparłam, że na szczęście też nie w TVP.

Mężczyzna był w szoku, że usłyszał taką odpowiedź. Gwałtownie dodał gazu i zaczął temat chodzenia w maseczkach z piorunami. Kolejne zdania były już tylko wyzywaniem kobiet, które są za aborcją – bo ktoś tam u niego w rodzinie rok temu urodził, a teraz walczy o jakieś „głupoty”.

Na słowa, że ja również chodzę na marsze mina mu lekko zbledła, ale za chwilę wrócił do tematu. Później usłyszałam, że jego kuzyn urodził się z Downem i rodzice poświęcili całe życie, żeby się nim opiekować. Jak to ujął „jest to indywidualna sprawa każdego”.

Tyle że kiedy ja powiedziałam, że: „właśnie to jest indywidualna sprawa, dlatego powinno być prawo do wyboru”… skomentował to następująco: „kobiety wyszły. Zaczęły krzyczeć i jeszcze nie ma żadnej ustawy, a one mają problemy”. Jak już to usłyszałam, nie wiedziałam, czy płakać, czy się śmiać. Pan natomiast stwierdził, że wie wszystko, bo dużo przeżył.

Brak wiedzy – wiele słów do powiedzenia

Taksówkarz dodał jeszcze, że to wszystko złe co dzieje się teraz (oczywiście nie miał na myśli tematu aborcji) ustalała już poprzednia władza. Jeszcze Pan łaskawie mnie poinformował, że w Islamie nie żyjemy, a kobiety w Polsce mają dobrze.

Na koniec ustawę to stwierdził, że musi jednak dokładnie doczytać (w sumie jak mógł czytać, skoro nie wiedział o jej istnieniu). Zapytałam jeszcze co on uważa w takim razie jeżeli wiadomo, że dziecko i tak umrze po urodzeniu.

Mężczyzna powiedział, że to ma sens, aby dziecko się urodziło i tak powinno być. Dodał, że nie ma wątpliwości i, że to mężczyźni powinni decydować, czy dziecko się urodzi, czy nie, bo oni się do tego przyczynili. Podał siebie jako przykład, iż ma imię po dziecku, które umarło jego babci po urodzeniu. Mało przekonywający argument o ile można to nazwać argumentem.

O pokoju do wypłakania się również nie słyszał, ale jak powiedziałam ostre słowa w stronę Kaczyńskiego – walczył jak lew. W podsumowaniu całego steku bzdur pan powiedział jeszcze kilka zbędnych słów.

– Za tej władzy jest tak, że dopiero może pani spokojnie wyrażać poglądy, a za poprzedniej władzy by pani stronę „Tusek” zablokował – skomentował.

Życzyłam panu miłego dnia i odeszłam z ulgą, że dojechałam do celu. W jakim kraju ja żyję – pomyślałam.

fragment listu - źródło własne
Fragment listu

 

Artykuły polecane przed redakcję Lelum: 

Źródło: List do redakcji