Tint do ust to alternatywa dla matowej szminki, która ma jedną wadę. Bardzo często przyczynia się do przesuszania się naszych warg. Na szczęście nie musimy być na nią skazane. Farba do ust, bo tak inaczej nazywany jest tint, może szybko stać się kosmetykiem, który okaże się niezbędny w naszej torebce. 

Jesienią i zimą usta mają tendencje do przesuszania. Nakładana na nie szminka nie poprawia tego stanu rzeczy, a wręcz dokłada swoją cegiełkę od pogarszania się sytuacji. Spierzchnięte usta mogą stać się jednak przykrym wspomnieniem, którego pozbędziemy się inwestując w tint do ust i poświęcając nieco więcej czasu na pielęgnację naszych warg.

Czym jest tint do ust?

To farbka, która sprawia, że możemy cieszyć pięknymi ustami przez kilka godzin. Kosmetyk nie zmywa się podczas jedzenia i picia i to definitywnie jego największa zaleta. Dostępny jest w odcieniach m.in. wiśniowym, pasteloworóżowym i brzoskwiniowym. Jeżeli chcemy uzyskać efekt spójnego looku, możemy spróbować rozprowadzić produkt na naszych policzkach, w roli różu sprawdza on się całkiem dobrze. Za co jeszcze kochamy tint? Za jego prostotę! Najbardziej powszechnie stosuje się tint do ust w krajach Azjatyckich. Jednak powoli podbija on także rynek europejski. To dobrze, bo naturalność jest w cenie.

Jak aplikować tint do ust?

Robimy to za pomocą pędzelka, który umożliwia nadanie naszym wargom idealnego konturu. Jak to działa? Mechanizm przypomina ten, który towarzyszy farbom akwarelowym, kiedy wsiąkają w kartkę papieru i stopniowo blakną. To samo robi tint, tyle że rolę kartki pełnią tutaj nasze wargi. Wsiąka w nie, a następnie w miarę krótkim czasie, zazwyczaj jest to kilka sekund, po prostu wysycha. Jeżeli zależy nam na bardziej intensywnym kolorze ust, nakładamy kilka warstw kosmetyku. Nasycenie koloru zależy zatem tylko od nas.

Jaki tint do ust wybrać?

W Polsce oferują go m.in. firmy takie jak Inglot, Eveline, Clarines, Make up Revolution czy Bell. O produktach tej ostatniej firmy wypowiedziała się blogerka Hedonistka:

– Początkowo, gdy nakładam produkt na usta, to formuła jest lekka i żelowa, jednak po chwili błyszczyk zastyga na ustach i uwierzcie mi, nie jesteście w stanie go niczym usunąć. Nawet wacik nasączony płynem do demakijażu nie daje rady. Usta mają naprawdę piękny, naturalny odcień, a efekt przypomina naturalnie przygryzione usta, pełne życia. Miałam świadomość, że TINT, to produkt długotrwały, ale akurat ten z Bell faktycznie zachowuje się tak, jakbym tego oczekiwała. Nie lepi się, nie wylewa poza kontur ust, nie rozmazuje i do tego pięknie pachnie. Nie daje błyszczącego efektu, to coś pomiędzy całkowitym matem a satyną. Warto też podkreślić fakt, że błyszczyk w jakiś niesamowity sposób wygładza i zmiękcza usta, nawet kiedy zmyjemy go całkowicie z ust – w ten sposób opisała ona serię produktów marki Belle. 

Warto zapamiętać, że tint do ust nakładany jest za pomocą pędzelka, wbudowanego w produkt lub nie. Na rynku kosmetycznym dostępne są także trwałe szminki do ust, jednak m.in. z uwagi na ich formę, tj. sztyft, nie są one określane mianem tintu, czyli mocno skoncentrowanej i silnie napigmentowanej farbki do ust. 

Pozostając w wątku trwałych szminek, tutaj warto zwrócić uwage m.in. na produkty firm Clinique czy Estee Lauder.  Co ciekawe, ta pierwsza została założona w 1968 roku przez tą drugą, która miała już ugruntowaną pozycję w branży kosmetycznej. To wtrącenie, które być może zaciekawi część z naszych czytelniczek, które interesują się historią marek urodowych. Przejdźmy jednak do meritum sprawy. Szminki, które pozostają na naszych ustach niezależnie od tego, ile wypiłyśmy wina lub herbaty to m.in. te produkty:

Szminka: Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place Lipstick –

Cena: 120 zł

Szminka: Long Last Lipstick Clinique 

Cena: 69 zł

Tint do ust czy matowa pomadka?

Produktem, który przykuł naszą uwagę jest również niedroga, matowa pomadka Super Stay Matte Ink marki Maybelline. Kosztuje ona zaledwie 35 zł, a dostępna jest aż w 20 odcieniach. Jej zaletą jest przede wszystkim trwałość. Marka Maybelline powstała na początku XX wieku i została założona przez amerykańskiego chemika Thomasa L. Williamsa. Opracował on skład pierwszej mascary. Nazwa firmy pochodzi od imienia jego siostry – Maybel. Pierwszy tusz w kamieniu został wypuszczony na rynek w 1917 roku. Wtedy wymagał on jeszcze wówczas rozcieńczenia. Mascara w spirali pojawiła się bowiem dopiero w 1970 roku. Tak wygląda historia jednej z najbardziej znanych marek kosmetycznych na całym świecie.

Krótka historia makijażu

Sztuka makijażu bardzo ewoluowała, jednak nie wolno zapominać o tym, że była ona obecna już w starożytnym Egipcie. Kobiety stosowały wówczas czarnidło do rzęs, sproszkowany barwnik do malowania powiek czy też róż i szminkę. Barok i klasycyzm to okresy, kiedy makijaż nabrał w życiu ludzi dużego znaczenia. Nakładano na siebie duże warstwy pudru, aby upodobnić się do aktorów ze starożytnej Grecji, a także przykryć niedoskonałości swojej twarzy. Stawiano zatem na zakrywanie, a nie pielęgnowanie. Piszemy o tym, ponieważ tint do ust daje efekt makijażu permanentnego, a właściwie lepiej rzec, że go przypomina. 

Jak dbać o usta?

Większość z nas marzy o pełnych i zmysłowych wargach. Nie zawsze, aby uzyskać ten efekt, konieczne jest ich powiększanie, chociaż jemu również poświęcimy kilka słów. Wydatne usta da się uzyskać za pomocą dobrze dobranych kosmetyków, wyjątek mogą stanowić bardzo wąskie wargi. Pięlęgnacja ust nie ogranicza się do smarowania ich pomadką ochronną marki Nivea lub Neutrogena. Potrzebują one zdecydowanie więcej naszej uwagi. Co zatem powinnyśmy robić?

  • Peeling ust – możemy przygotować go w domu. Do wyboru mamy m.in. wersję miodową i kokosową. Do wykonania tej pierwszej potrzebujemy 1 łyżeczki miodu, 2 łyżeczek cukru, ekstraktu z pomarańczy oraz oliwy z oliwek. Cukier wsypujemy do miseczki, następnie wlewamy tam odrobinkę oliwy. Chodzi o to, aby uzyskać jak najbardziej jednolitą konsystencję. Dokładnie mieszamy. Opcjonalnie możemy dodać ekstrakt z pomarańczy, który nada mieszance specyficznego smaczku. Mieszaninę umieszczamy w słoiku, a następnie umieszczamy w lodówce na ok. 20 minut. Po upływie tego czasu możemy nakładać ją na nasze wargi. Macie ochotę na wersję kokosową? Proszę bardzo. Potrzebujemy 1 łyżkę cukru i 1 łyżkę nierafinowanego oleju kokosowego. Do tego dokładamy olejek jojoba, czyli ciepły wosk o żółto zielonym zabarwieniu. Gotowe.

Niezawodnym sposobem nadal pozostaje wazelina, nakładana na szczoteczkę do zębów, a następnie okrężnymi ruchami wklepywana w nasze wargi. Nadmiar wazeliny możemy usunąć za pomocą ciepłej wody. Prawda, że proste? Czasami, gdy nie mamy ochoty na zabawę z przygotowywaniem domowego peelingu, możemy sięgnąć po drobinki cukru białego, a następnie delikatnie rozprowadzić je po naszych ustach. Niektóre peelingi do twarzy zdają również egzamin na ustach.

Jak pielęgnować usta? Nie tylko tint do ust

  • Balsamy do ust – mają działanie nawilżające i odżywiające. Możemy wybierać spośród takich produktów jak balsam z aloesu i masła shea czy rozmaitych olejków. Zatrzymajmy się na chwilę i wyjaśnijmy sobie, czym właściwie jest masło shea. Jest to olej pozyskiwany z afrykańskiego drzewa Masłosz Parka. Ma on wiele prozdrowotnych właściwości, wśród których wymienić możemy m.in. regenerację i odżywania skóry, a także przyspieszanie procesu gojenia się ran.
  • Pomadki do ust – warto sięgać po te z filtrami UV, jeżeli jednak nie chcecie rezygnować ze swoich kosmetycznych faworytek, tylko dlatego, że ich nie mają, nałóżcie na posmarowane pomadką wargi krem z filtrem, najlepiej 30 SPF.

Zdrowo wyglądające usta to te odpowiednio nawilżone i odżywione. To jednak nie wszystko, na czym nam zależy. Jak sprawić, aby wydawały się bardziej wydatne i kobiece? Optycznie rozmiar naszych ust powiększyć możemy za pomocą konturówki, która okazać się pomocna może także w wypadku ich asymetrii. Jeżeli jednak efekty jej użycia nie będą zadowalające, można zdecydować się na zabieg powiększenia ust. 

Powiększanie ust – jak to się robi?

– Zabieg powiększania ust wykonuje się przy użyciu kwasu hialuronowego. Jest on bezbolesny. Jest to zabieg ambulatoryjny, który spokojnie można wykonać w przerwie lunchowej. Trwa 15-20 minut. Na początku chirurg podaje znieczulenie miejscowe, najczęściej stomatologiczne. Kwas hialuronowy wstrzykuje się cienką igłą najpierw w wargę górną, a potem dolną i masuje ją, aby nadać jej pożądany kształt i zwiększyć czerwień ust. Z reguły starcza jedna ampułka. Niemniej jednak czasem zdarzają się klientki z dość wąskimi wargami, które potrzebują 1,5-2 ampułki – mówi doktor Monika Grzesiak w rozmowie z portalem polki.pl.

– Po zabiegu widoczne jest większe lub mniejsze opuchnięcie, które jest wynikiem działania znieczulenia. Znika ono po 1-2 dniach, a po nakłuciach nie ma zazwyczaj śladu – przyznała Grzesiak w dalszej części rozmowy.

Na pytanie o to, czym kierować się przy wyborze odpowiedniej kliniki, w której zostanie przeprowadzony zabieg, odpowiedziała:

– Przede wszystkim należy sprawdzić, czy chirurdzy mają odpowiednie przygotowanie i doświadczenie. Dyplomy, certyfikaty – z reguły mogą stanowić podstawę przyszłej decyzji. Warto także porozmawiać ze znajomymi, często jest to najlepsza rekomendacja. Informacje pozyskane z internetu często są wątpliwe – wcześniej lepiej sprawdzić, czy nie mijają się z prawdą. Przed zabiegiem polecam odwiedzić klinikę czy nawet kilka klinik, by ocenić stan sprzętu, czystość itp. Podsumowując – najważniejsze jest doświadczenie lekarza, który ma wykonać nam zabieg – powiedziała dr Grzesiak.

Tint do ust – wasze wrażenia

Jakie są wasz sposoby na spierzchnięte usta? Próbowałyście kiedyś tintu? Jeżeli tak, to jakie są wasze wrażenia? Należy on do grona waszych ulubionych kosmetyków? Planujecie rozpocząć swoją przygodę z tintem? Na jakie kolory szminek stawiacie jesienią? Koniecznie dajcie nam znać w komentarzach. Jesień to nasza ulubiona pora roku i bardzo cenimy sobie wszystkie wskazówki, dotyczące pielęgnacji skóry twarzy czy warg w tym okresie roku. Będziemy wdzięczne za wasze sugestie. 

ZOBACZ ZDJĘCIE:

tint do ust
Fot. douglas.pl

ZOBACZ TEŻ: 

  1. Najmodniejsze fryzury. Na co powinnaś postawić?
  2. Czy nowa kolekcja Moschino jest plagiatem? Edda Gimnes pozywa włoską markę
  3. Hydrolat – czyli must have w łazience każdej kobiety