W 2017 roku Beata Szydło brała udział w wypadku po zderzeniu samochodu rządowego z autem cywila, Sebastiana Kościelnika. Właśnie przed chwilą, po latach mężczyzna zdecydował się wyjawić nowe szczegóły dotyczące całej sprawy.

O wszystkim opowiedział w rozmowie z Gazetą Wyborczą. Informacje, które teraz wyjawił, rzucają nowe światło na sprawę, które jest jeszcze mniej korzystne dla byłej premier.

Czego Beata Szydło nie powiedziała w związku ze swoim wypadkiem?

Jak wyznał Kościelnik, po całej sprawie on oraz jego mecenas mieli w telefonie założony podsłuch, o którym nie wiedziała prokuratura. Pluskwę miał mu wykryć biegły informatyk, znajomy jego adwokata. Mało tego, okazuje się, że to nie jedyny sposób, za pomocą którego mężczyzna był rzekomo kontrolowany.

Kościelnik wyjawił również, że przez kilka miesięcy w okolicach jego miejsca zamieszkania pojawiało się auto na warszawskich numerach rejestracyjnych. Miało ono nawet jeździć za nim po mieście. Mężczyzna podejrzewa, że mógł być także inwigilowany w inny sposób, być może systemem Pegasus, o którym jest ostatnio bardzo głośno.

Warto przypomnieć, że już kilka tygodni temu wyszły na jaw inne nieprawidłowości w związku z tą sprawą. Były pracownik Biura Ochrony Rządu przyznał, że został zmuszony do składania konkretnych zeznań, które miały wskazać na winę Kościelnika, choć nie były one zgodne z prawdą. Według powszechnych przypuszczeń wypadek został bowiem spowodowany przez samochód rządowy.

Pozostała część artykułu pod materiałem wideo:

Zobacz wywiad:

Artykuły polecane przez redakcję Lelum:

  1. Ich zaręczyn chyba nikt się nie spodziewał. W sieci aż huczy, aktorka pokazała nagranie
  2. Był policjantem w „Rodzinie zastępczej”. Teraz ma siwe włosy i brodę, ludzie oglądają się za nim na ulicy
  3. Co łączy Monikę Olejnik i Jurka Owsiaka? Można się zdziwić

Źródło: Gazeta Wyborcza/ Plejada.pl