Wyszukaj w serwisie
styl życia programy dzieje się z życia wzięte
Lelum.pl > Dzieje się > Pożar wybuchł na cmentarzu! Usłyszeli huk, później był dramat, "Było słychać z daleka"
Kacper  Jozopowicz
Kacper Jozopowicz 02.11.2025 13:25

Pożar wybuchł na cmentarzu! Usłyszeli huk, później był dramat, "Było słychać z daleka"

Pożar wybuchł na cmentarzu! Usłyszeli huk, później był dramat, "Było słychać z daleka"
Fot. JAN BIELECKI/EAST NEWS WARSZAWA

Wieczór miał być cichy, pełen światełek i wspomnień. Zamiast tego — grom, jęzor ognia wysoko nad drzewami i poruszenie w całej okolicy. Ogień na cmentarzu zamienił chwilę zadumy w gorący spektakl, przyciągając uwagę osób odwiedzających groby.

Huk wśród zniczy

Do zdarzenia doszło w sobotę, 1 listopada, około godziny 22:25, na części nekropolii za dawnym cmentarzem ewangelickim. Najpierw był potężny huk, chwilę później płomienie objęły nagrobek i poszybowały na około dziesięć metrów w górę. Popiół unosił się w powietrzu tak gęsto, że — jak opisywali świadkowie — osiadał nawet na autach stojących przy pobliskiej ulicy. 

Na szczęście nikt nie został ranny. Strażacy z jednostki przy ul. Bankowej dojechali w kilka minut i szybko opanowali sytuację. „Strzelił znicz, było słychać to z daleka. Kiedy zaczęli gasić, znów był głuchy strzał” — relacjonował pan Piotr Pęcherski, który był tam z rodziną.

Strzelił znicz, było słychać to z daleka. Chwilę później słup ognia poszedł w górę — na jakieś dziesięć metrów. Zgłosiłem pożar, a straż pożarna z ul. Bankowej dotarła w pięć minut. Gdy strażacy zaczęli gasić, usłyszeliśmy kolejny głuchy strzał. Możliwe, że płyta nagrobna pękła od nagłego schłodzenia - powiedział Piotr Pęcherski, świadek zdarzenia

Co było dalej?

Wybuch znicza? To możliwe

Wstępne ustalenia wskazują, że przyczyną mógł być właśnie znicz. Brzmi nieprawdopodobnie, ale w praktyce to mieszanka szkła i wysokiej temperatury: zamknięty płomień, przeciąg między alejkami, nagłe ochłodzenie od wody — i mamy gotowy przepis na eksplozję. Z podobnymi sytuacjami służby spotykają się co roku w okolicach Wszystkich Świętych.

W Koninie płomienie objęły nie tylko sam nagrobek, lecz również jego otoczenie. To dlatego słup ognia widać było z daleka — scena, której nikt nie chce oglądać między alejkami pełnymi rodzin i kwiatów. Na miejscu nie stwierdzono poszkodowanych, ale huk i żar musiały robić wrażenie. Z relacji świadków wynika, że nawet płyta nagrobna mogła pęknąć po nagłym schłodzeniu wodą. Jeśli dodać do tego listopadowy tłok i plastikowe wkłady, które potrafią palić się „na gorąco”, łatwo zrozumieć, skąd wrażenie chaosu.

Co dalej: bezpieczeństwo ponad tradycją

Strażacy apelują w takich sytuacjach o rozsądek: nie stawiać zniczy tuż przy wiązankach z plastiku, nie „dokładać” świeżo zapalonej lampki do już przegrzanego szkła i pamiętać, że gwałtowne schłodzenie rozpalonego naczynia wodą może skończyć się wybuchem. Brzmi jak banał? A jednak w Koninie wystarczył moment, by spokojny wieczór zmienił się w akcję gaśniczą.

Czy ten pożar na cmentarzu w Koninie wywoła „cmentarną rewolucję” i skłoni zarządców nekropolii do czytelnych zaleceń dla odwiedzających? Jedno jest pewne: tradycja ma swój urok, ale ogień — także ten pamięci — wymaga chłodnej głowy. A my będziemy sprawdzać, czy po tym incydencie pojawią się nowe zasady bezpieczeństwa na polskich cmentarzach.

Wybór Redakcji
Orange
Pilny komunikat Orange, od lutego wyłącza tę usługę. Dane klientów zostały skasowane
Pieniądze, ZUS
Emerytura bez ani jednego dnia pracy. W tym przypadku ZUS i tak wypłaci pieniądze
Wybór Redakcji