Bitwa o służby rozgrywa się już nie w gabinetach, lecz w kamerze telefonu i w ostrych oświadczeniach. Najpierw nagranie, potem riposta – każde słowo podnosi temperaturę sporu. Stawką są nominacje oficerskie i dostęp do informacji, czyli realna kontrola nad tym, co dzieje się w państwowych służbach. W tle oskarżenia o „blokadę” i „wojnę”. Jak daleko zaszła ta konfrontacja i kto dziś trzyma klucze do decyzji?
Kto tu dowodzi? Najpierw krótki post premiera, potem równie zwarta riposta prezydenta — dwa zdania, które dudnią w feedach jak werbel. Hasła są cięte, celują w czułe punkty i nie potrzebują przypisów. Wystarczy rytm i tempo. Publiczność słucha, przewija, udostępnia. Pojedynek trwa w czasie rzeczywistym, a stawka nie jest tylko wizerunkowa. Kto wygra definicję przywództwa — i co to zmieni?