Jedna z najsilniejszych polskich tradycji wigilijnych, jaką jest jedzenia karpia na Wigilię, wcale nie pochodzi z polskiej kultury. Jest to zwyczaj wymyślony przez komunistów, a dokładniej przez ministra przemysłu i handlu Hilarego Minca. To oczywiście nie oznacza, że karpia nie jadło się w polskiej kuchni wcześniej, jednak nigdy ta ryba nie należała to bazy potraw świątecznych.

Karp w polskiej kuchni jest obecny od wieków. Szczególnie zaś został zaadaptowany przez Żydów, i to właśnie od nich pochodzą znane dziś przepisy na karpia w galarecie czy litewskiego karpia na ostro. W polskiej tradycji to sandacz bądź szczupak były rybami świątecznymi. Wszystko zmieniło się w drugiej połowie XX wieku. 

Skąd pochodzi tradycja jedzenia karpia na święta?

Zacznijmy od tego, skąd karp wziął się w polskiej kuchni. Powstanie najstarszej hodowli karpia datuje się na 1136 rok. Karp był doskonałą rybą odpowiadającą na potrzeby religijne. Zarówno Żydzi jak i chrześcijanie jedli tę rybę w dni, w które nie wolno było spożywać mięsa. 

Stąd bardzo silny wpływ kuchni żydowskiej na sposób, w jaki podaje się karpia. Niemieccy Żydzi przyrządzali karpia zupełnie inaczej niż ci pochodzący z południa bądź wschodu kraju. Wkrótce karp na stałe wszedł także do polskiej kuchni. Był podawany ze słoniną i owocami. 

Ale czy karp był obecny kiedyś podczas Bożego Narodzenia? Istnieją przesłanki, że tak właśnie było, ale karp nigdy nie stanowił najważniejszego elementu wigilijnej wieczerzy. Dla Polaków to sandacz czy szczupak były rybami odświętnymi. Dziś karpia w zasadzie jemy raz w roku właśnie w Wigilię, kiedyś zaś jadło się go w codziennej, całorocznej kuchni. 

Pierwszy raz hasło, mówiące o tym, że karp ma się znaleźć na każdym stole wigilijnym, pojawiło się za czasów komunizmu w Polsce. Była to odpowiedź rządu na braki mięsne, a także rybne, karp był rybą słodkowodną, szybko rosnącą, idealną, by zapełnić tę lukę. 

Karp na wigilijnym stole musi być

Komuniści nie najlepiej radzili sobie z prowadzeniem polskiej gospodarki po wojnie, o czym świadczyć mogą pamiętane przez wszystkich kartki. Po wojnie polska flota rybacka była w opłakanym stanie. W państwie z dostępem do morza brakowało ryb… 

Kłopoty były także z dostępem do mięsa. Ówczesny minister przemysłu i handlu Hilary Minc musiał się nieźle nagłowić, by wymyślić jakieś rozwiązanie, zaspokajające potrzeby Polaków.

W ten sposób właśnie Minc wrócił do hodowli karpia. Znów zaczęto otwierać stawy na hodowlę i rozmnażać wspaniale rosnącą rybę. 

Kolejki ustawiały się, by na świątecznym stole nie zabrakło karpia. I w przeciwieństwie do wielu produktów, które trudno było dostać, tej ryby było pod dostatkiem. Od tej pory karp znajdował się na każdym polskim stole. Wciąż jednak widoczne są różnice w jego przyrządzaniu, a te biorą się już z o wiele dawniejszej tradycji, sięgających nawet XII wieku. 

W tym roku z pewnością karp zagości na wielu polskich stołach. Być może obowiązujące obostrzenia sprawią, że kupimy tej ryby znacznie mniej niż każdego dotąd roku. 

Zobacz zdjęcie:

komuniści
fot. pixabay.com/Mariolh

Dziś trudno sobie wyobrazić, by na świątecznym stole zabrakło karpia. 

Artykuły polecane przez redakcję Lelum:

Źródła: menway.interia.pl

 

Poprzedni artykułMichał Szpak w końcu pokazał swojego ojca. Fanom aż opadły szczęki „Dwa górskie Szpaki życzą dobrego dnia”
Następny artykułCzy policja może nas zatrzymać podczas jazdy samochodem w Sylwestra? Adwokat odpowiada Polakom
Redaktorka w Lelum.pl. Studentka kulturoznawstwa na UKSW w Warszawie. Wielbicielka jogi. Codziennie zaczyna poranek od powitania słońca i medytacji. W każdej wolnej chwili czyta książki. Chcesz się ze mną skontaktować? Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: ​redakcja@lelum.pl